środa, 6 marca 2019

Wdowinek - Anna Fryczkowska


Kolejna powieść Anny Fryczkowskiej i kolejne mocne uderzenie. Gwoli ścisłości, to nie jest powieść kryminalna, ani nawet thriller, więc zdeklarowanych miłośników tego literackiego gatunku na wszelki wypadek ostrzegam. Wioskowa tajemnica goni tajemnicę, a przemoc domowa odciska swoje piętno na wszystkich, którzy jej doświadczyli. I mimo że szybko odkrywamy główny motyw książki, to temperatura tej, zdawać się może, leniwie toczącej się opowieści, wciąga.
Dla porządku tylko powiem, że historia wydarzyła się w Świątkowicach, małym miasteczku, a może wiejskiej osadzie gdzieś na Mazowszu. Po 10 latach nieobecności do wioski przyjeżdża Aniela, by wziąć udział w pogrzebie brata. Dobrowolna banicja Anieli zraniła nie tylko jej najbliższą rodzinę, ale przede wszystkim samą bohaterkę. I tak, krok po kroku, z opowieści kilku narratorów i samej Anieli wyłania się ponury obraz kilku rodzin, zamieszkujących zwykłą, niczym nie wyróżniającą się, wieś.

Nie zdradzę żadnej tajemnicy, ani też nie powiem niczego odkrywczego w tym, że przemoc rodzi przemoc, podobnie jak biedę, nader często, ale jednak się dziedziczy. Czy można w takim razie "dziedziczyć" zachowania agresywnych rodziców, przejąć ich wzorce zachowań? Maltretowanie psychicznie i fizycznie rodziny przez domowych psychopatów, którzy starannie reżyserują życie dzieci i współmałżonków, nie pozostawia złudzeń i "Wdowinek" doskonale to przedstawia. I tacy są nasi bohaterowie. Jednym życie przypisało rolę maltretowanych i poniżanych, drugim zaś role oprawców. Wiejska zmowa milczenia, maltretowane kobiety i dzieci, bezkarni oprawcy i bolesna obojętność policji, takie są Świątkowice.

"Wdowinek" to doskonałe portery bohaterów i dramatyczny opór przeciwko złu. To również, w tych trudnych chwilach dla bohaterów, pojawiający się czarno humor i jasny sygnał, że przyjaźń i wspólnota może wiele. Tylko zakończenie nie takie, jakie sobie wymyśliłam.
Warto.

sobota, 24 września 2016

Elżbieta Cherezińska - Królowa

Królowa Elżbieta Cherezińska
"(...)czuję dumę, że jestem Piastówną, córką Mieszka i siostrą Bolesława. Świętosławą. Sigridą Storradą. Królową trzech północnych tronów. Bogu, tobie i Dobrawie niech będą dzięki, a także mym mężom i kochankowi. Amen."

Rozpisana na niemal 1300 stron dwutomowa opowieść o Świętosławie, Hardej, królowej, kobiecie niezwykłej, dobiegła końca. Powieść podzielona na dekady, bogata w najważniejsze wydarzenia, które doprowadzają Europę do roku 1025, rozpoczyna się mocnym akcentem. Oto Bitwa Trzech nordyckich Królów, mocą spisków, zabiegów dyplomatycznych, sojuszy i zdrad ma swój dramatyczny przebieg. Ucierpią bohaterowie, wywyższeni zostaną sprytniejsi i bardziej przebiegli, jeszcze inni wygnani.

Jak sama autorka mówi, to jest książka nie tylko o początkach Państwa Polskiego, o przyjmowaniu wiary chrześcijańskiej i poszerzaniu wpływów książąt, królów i cesarzy tamtej Europy.To przede wszystkim hołd złożony wielu bezimiennym córkom, księżniczkom i kochankom, bez których wielcy ówczesnego świata nie byliby tym, kim się stali. Oto Bolesław Chrobry, wielki wódz i wizjoner. Za Odrą i Łabą cesarz Wielkiej Rzeszy. Południe opanowane przez przebiegłych Czechów wciąż sprawia kłopoty i wymaga nieustannej uwagi. I do tych nieustannych gier wojennych, zakusów terytorialnych, zabiegów dyplomatycznych i sojuszy zawieranych za pomocą  małżeństw, dołącza Ruś. I Świętosława, Harda Królowa, idąca ramię w ramię ze swym bratem Bolesławem, rozgrywająca nad wyraz umiejętnie polityczne partie szachów, zdarzy jej się  przegrana bitwa, ale zwycięstwo wielkiej wojny należeć będzie do niej.

Przeczytajcie "Królową", bo to nie tylko kawał znakomicie opowiedzianej historii Polski i kawałka Europy. To historia o poświęceniu, dla jakiego zdolne są kobiety, w imię dobra swojego rodu i swoich dzieci. To zakulisowe dyplomatyczne zabiegi, o jakich współczesnym się nie śniło. To sztuka prowadzenia wojen, znakomitych wodzów i wiernych żołnierzy. Pośród tego kontrolowanego chaosu, Świętosława prowadząca grę o szczęście i władzę. Wrzucona do rozgrywki przez swojego ojca, miała być tylko środkiem do celu. Prędko z przedmiotu stała się podmiotem. 

Wielka szkoda, że początki państwa Piastów giną w niepiśmiennych mrokach dziejów. Tym większy szacunek dla Elżbiety Cherezińskiej za umiejętny mariaż dostępnych źródeł historycznych z fantastycznym piórem i warsztatem literackim. 

Znakomita.